Niedziela,15.09.2032
Usiadłam na huśtawce obok Carmen.
Ten dzień miałyśmy spędzić tylko we dwójkę. Ja musiałam opowiedzieć jej o wczorajszym spotkaniu idioty o imieniu Thiago,a ona mi o randce z jakimś nowo-poznanym chłopakiem.
Położyłam głowę na jej ramieniu i zsunęłam na oczy okulary przeciwsłoneczne.Słońce grzało na prawdę niemiłosiernie ,było chyba z 40 stopni.
-I jak na tej imprezie?-spytała rozbawiona Carmen.
-Super! Nie zgadniesz kogo tam spotkałam.
-Zgadnę,tego kolesia od tortu i telefonu.
-Ty się chyba mijasz z powołaniem idąc na prawo.-prychnęłam.
-Wiem,powinnam być wróżką .-zaśmiała się delikatnie .-Pokłóciłaś się z nim,prawda?
-Czemu ty mnie tak dobrze znasz?-spojrzałam na nią krzywo. Wiedziała o mnie wszystko,nawet najdrobniejsze szczegóły związane z każdym momentem mojego życia.
-O co?
-Poznałam jego przyjaciółkę Lię,która jest na prawdę świetna i ona powiedziała mi ,że on,czyli Thiago opowiedział jej o jakiejś lasce,która go nieźle wnerwiła,nie? Później poznałam jeszcze jej dwie przyjaciółki,które również przyjaźniły się z tym idiotą. Gadałyśmy sobie i gadałyśmy aż w końcu przyszli chłopcy,a wśród nich Thiago. Wydarł się na mnie bo usiadłam na jego miejscu i się pokłóciliśmy,więc ja wymyśliłam sobie,że będę się dobrze bawić z jego kolegami ,żeby się wnerwił.,ale potem to ich na prawdę polubiłam ,a on cały wieczór siedział na przeciwko mnie i posyłał mi nienawistne spojrzenia.-zakończyłam opowiadanie i głośno westchnęłam.
-Polubiłaś ich? Fani są?
-Bardzo i przystojni . Zaprosili mnie dzisiaj na imprezę,ale odmówiłam bo miałam spędzić ten dzień z Tobą.
-Głupia jesteś! O której ma być ta impreza?
- Chyba o 16:00,a co?
-Wiesz jest dopiero 13:00 i raczej byś się zdążyła wyszykować i mnie tam wkręcić.
-Ty tylko o imprezach.-przekręciłam oczami.
Carmen od zawsze lubiła się bawić. Od kiedy mogła wychodzić na imprezy,a nawet wcześniej bywała na nich częściej niż w domu. Kluby,domówki to było bez różnicy bo liczyła się muzyka,towarzystwo,alkohol i podryw. Ja raczej takich rozrywek nie lubiłam,ale byłam do nich zmuszana. Moja przyjaciółka i rodzice byli w zmowie ,twierdzili,że za dużo się uczę ,a za mało wychodzę do ludzi,więc nawet z alkoholem nie było problemu.Gdy nieraz przychodziłam do domu pod wpływem to nic nie mówili tylko cieszyli się z tego,że dobrze się bawiłam.
W sumie to rzadko były takie imprezy ,które na prawdę mi się podobały i cieszyłam się z pobytu na nic,Zwykle robiłam dobrą minę do złej gry,żeby wszystkich uszczęśliwić.
-Po prostu lubię się bawić,wiesz?
-Aż za dobrze to wiem.
-Zamknij się i dzwoń do tych kolegów.
-Do kolegów nie zadzwonię bo nie mam ich numerów. Mogę do koleżanki.-wystawiłam jej język.
-To dzwoń do tej koleżanki.-jęknęła i podała mi mój telefon.
Weszłam w kontakty i szybko odszukałam numeru Lii. Przez chwilę droczyłam się z Carmen ,a potem kliknęłam zieloną słuchawkę.Dziewczyna szybko odebrała,a na twarzy mojej przyjaciółki pojawił się ogromny uśmiech.
-Halo.
-Hej Lia!
-Co tam?
-Dzwonię w sprawie tej imprezy.-zaśmiałam się.
-Wiedziałam ,że się zdecydujesz.
-A mogłabym kogoś zabrać ze sobą?
-Carmen?
-Tak.-westchnęłam.-suszy mi ciągle głowę ,że chcę poznać moich nowych kolegów.
-Każdy chcę ich poznać.
-Ja nie chciałam .
-Ale ich polubiłaś.
-Prawda. To gdzie mamy przyjechać?
-Adres wyślę ci sms'em bo nie znam numeru domu Thiago.
-Thiago? A to nie miało być u Pique?
-Miało,ale nasz drogi Milan na ostatniej imprezie pokazywał jak się włada ogniem i spalił pół kuchni.
-Ale on jest głupi.
-No wiem. Dobra,ja muszę kończyć bo przyszedł Kai z Lucą i idziemy na zakupy bo Messi to sam nic nie zorganizuje.
-Okey,rozumiem. Pa.
-Całuski.-rozłączyła się.
Rzuciłam telefon na koc i wstałam z huśtawki. Carmen patrzyła się na mnie z ogromnym uśmiechem i podekscytowaniem. Wiedziałam ,że jest szczęśliwa bardziej niż gdy dowiedziała się ,że dostała się na studia,bardziej niż wtedy gdy pierwszy raz miała chłopaka.
Taka mała głupia impreza,a może tyle radości sprawić. Ona czasami zachowaniem przypomina dziecko w wieku 5 lat ,a może i nawet młodsze,ale ja właśnie za to ją kocham.
-Jesteś najlepsza. Właśnie wkręciłaś mnie na prawdopodobnie najlepszą imprezę mojego życia,rozumiesz?
-Tak,rozumiem. Ale tam lepiej się tak nie zachowuj bo cie wezmą za jakąś debilkę.
-Tam to ja będę prezentować najwyższy poziom.
-Jak zwykle się schlejesz i będziesz do wszystkich przystawiać.
-Ej,ja tak nigdy nie robię.
-Niech ci będzie kochana,a poza tym to opowiedz o tym chłopaku ,z którym się spotkałaś.
-Nazywa się Javier i jest od nas rok starszy i studiuje sztukę i jest fajny ,ale jako przyjaciel.
-Jak zwykle.
-Czekam na tego jedynego księcia z bajki na białym koniu.
-Wiem mała,wiem.
-Mała?
-Masz 154 centymetry wzrostu .-mruknęłam .
-Okey,idę do domu.
-Masz jakieś 2,5 godziny na wyszykowanie się. Powodzenia!-pocałowałam ją w policzek.
-Pa kochanie!-rzekła ,zebrała swoje rzeczy i wyszła.
A więc zostałam sama.
Przygotowania pewnie zajmą mi około 1 godziny,więc drugie tyle czasu muszę jakoś dobrze wykorzystać.Może dobra książka albo film? Hmm,nie mam pojęcia do czego się zabrać. Najchętniej to bym się położyła i po prostu pospała bo jestem potwornie zmęczona.Wczoraj wróciłam do domu po północy i jeszcze długo nie mogłam zasnąć,a Carmen zrobiła mi pobudkę o 8:00 rano bo stwierdziła sobie,że jej się nudzi i do mnie zadzwoni. Niedługo później już u mnie była ,a ja nawet nie wygrzebałam się z mojego kochanego łóżka.Czasami mnie już to denerwuje ,że ma klucze i przychodzi sobie kiedy jej się podoba,robi co jej się podoba i czyści mi lodówkę. Nie wiem jak można tyle jeść,a być takich chudym jak ona. To jest przerażające. Ja żeby dobrze wyglądać mam dietę ,której bardzo nie lubią moi kochani rodzice bo według nich to głupota no ,ale co oni tam wiedzą.
Wzięłam z koca telefon i udałam się do domu.Koc rzuciłam na sofie i pobiegłam do swojego pokoju.
Rzuciłam się łóżko i wzięłam do ręki moją ulubioną książkę ,czyli "Nostalgia Anioła".Czytałam tę książkę chyba z 200 razy,a nadal mi się nie znudziła i za każdym razem przeżywam wszystkie wydarzenia tak jakbym czytała ją po raz pierwszy.
***
-Sara kochanie,wróciłam!-usłyszałam głos mamy.
O Boże! Jeśli mama wróciła to jest około 15:30. Spojrzałam na ekran telefonu i zobaczyłam 17 nieodebranych połączeń od Carmen.Jakim cudem nie udało jej się mnie obudzić.
Zerwałam się z łóżka i pobiegłam do łazienki.
Szybko ,ale bardzo dokładnie wyprostowałam włosy i zrobiłam makijaż. Był delikatny,ale trochę z pazurem,tak jak lubiłam najbardziej.
Szybko wróciłam do pokoju i zaczęłam grzebać w szafie.
Świetnie ,zawsze muszę coś odwalić. Ja pierdole ,jak ja mogłam usnąć.Pierwsza impreza z nimi i od razu się spóźnię .
Carmen mnie chyba zabiję albo ja sama sobie zaraz coś zrobię
Z dna szafy wyjęłam czarną sukienkę,którą dostałam od Carmen. W końcu była okazja żeby ją włożyć. Moja przyjaciółka bardzo,ale to bardzo się ucieszy.
Do sukienki dobrałam czerwone szpilki i torebkę,a na rękę włożyłam bransoletkę.
Szybko się ubrałam i zbiegłam na dół.
-Kochanie wychodzisz?-spytała mama.
-Tak i już jestem spóźniona.
-Trzymaj.- rzuciła mi klucze.
-Dziękuje,kocham cię.-pozostawił na jej policzku czerwony ślad moich ust i wybiegłam z domu.
Potem wsiadłam do mojego cabrio i ruszyłam w stronę domu Carmen.
***
-Czyś Ty zwariowała?-usłyszałam gdy moja przyjaciółka wsiadła do samochodu.
-Zasnęłam przy czytaniu. Nie krzycz i nie bij.-mruknęłam.
-Okey . Tym razem ci daruję .
-Dziękuję . Weź sprawdź ten adres.-rzekłam spokojnie.
Carmen wyjęła telefon z mojej torebki i zaczęła szukać w sms'ach wiadomości z adresem.
-Jest-pokazała mi adres wskazany przez Lie.
Dobrze wiedziałam gdzie to jest bo niedaleko znajduje się moja uczelnia ,więc tym razem nas nie zgubię.
-Będziemy go odwiedzać jak będziemy wracać z wykładów.-zaśmiała się Carmen.
-Czy Ty czujesz się dobrze?
-Idealnie.
-Masz gorączkę chyba.
-Nie prawda. Czuję się świetnie .
-Widać.-prychnęłam rozbawiona.
- Ładna sukienka.
-Wiem.Twoja też .
-Wiem.
-Głupia jesteś ,ale cię kocham .
-Ja ciebie nie ,ale okey.
***
Podeszłyśmy do drzwi.
Słychać było ,że impreza dopiero zaczynała się rozkręcać.
Muzyka,dźwięk obijających się o siebie szklanych butelek i krzyki chłopaków oznaczały ,że będzie nieźle.
-Dzwonisz?-spytałam Carmen.
-Okey.-uśmiechnęła się i nacisnęła dzwonek.
W domu zapanowała cisza. Słyszałam stukot obcasów zbliżających się do drzwi.
Otworzyła nam Valeria. Uściskałam ją mocno i podałam whisky ,które wzięła ze sobą moja przyjaciółka.
Val podziękowała i wprowadziła nas do środka.Było dopiero 10 po 16:00,a oni już byli nieźle wstawieni.Milan z Kai'm tańczyli na stole do jakiejś angielskiej piosenki ,a reszta przyglądała im się z rozbawieniem.Chwilę później dołączył do nich Dylan,niestety stół nie utrzymał takiego ciężaru i się połamał.Chłopcy spadli ,a my wybuchliśmy śmiechem. Ofiary "wypadku"patrzyli się na nas z urażeniem.
-Chłopcy błaźnicie się przy nowej koleżance.-Valeria wskazała na Carmen.
-Nie nasza wina,że Thiago kupił taki gówniany stół.
-Nikt wam nie kazał na niego wchodzić.
-Val,ale my chcieliśmy sobie potańczyć.-powiedział smutno Pique.
-Dobrze,że Thiago tego nie widział.-mruknął Kai.
-Czego nie widziałem?-
-Niczego.-rzekła spokojnie Vera lecz Messi szybko wepchnął się przed nas i zobaczył swoich przyjaciół leżących na tym co zostało ze stołu.
Chłopcy patrzyli na niego z przerażeniem,a on przeszywał ich zimnym spojrzeniem. W tym momencie nikomu nie było do śmiechu.
Thiago zacisnął pięść i głośno wypuścił powietrze z płuc.
-Czy wy macie coś z mózgami?!-krzyknął nagle.
-My no... samo się ten no.-wydukał powoli Milan.
-Obiecaliście mi ,że mój dom oraz rzeczy,które się w nim znajdują nie ucierpią ,a po 30 minutach od kiedy przyszliście już mam rozjebany stół.
-Przepraszamy.-rzekli chórem .
-Wstawać i siadać na kanapie bo was stąd wypierdole.
Chłopcy posłusznie wykonali jego polecenie. Thiago wrzucił kawałki stołu do szafki i usiadł obok chłopaków,żeby ich pilnować.
Atmosfera powoli się rozluźniała,ale ja i tak żałowałam ,że tu przyszłam. Za pewne zaraz się z kimś pokłócę(Thiago) albo Carmen zrobi coś głupiego. Masakra,chcę do domu .
A to wszystko wina Lopez. Zawsze jej ulegam i źle na tym wychodzę.
-Sara może byś nam przedstawiła swoją znajomą.-szturchnęła mnie Vera.
-Yyy... To jest Carmen .moja najlepsza przyjaciółka.-rzuciłam zdezorientowana,a potem wszyscy zaczęli się z nią zapoznawać. Thiago jak na złość zaczął z nią flirtować.
***
18:00.
Przez tę 1,5 w w sumie się nic ciekawego nie działo. Na razie wszyscy tylko pili i gadali,a w międzyczasie zgubił się Luca,ale na szczęście odnalazłam go w basenie bo jak zażarcie twierdził ,miał ochotę popływać.
Tylko niestety zapomniał zdjąć ubrań i teraz siedział mokry na hamaku jęcząc ,że się nudzi,ale nikt się tym nie przejmował .
Carmen zniknęła gdzieś z Thiago. Chyba się do niej już nigdy nie odezwę bo z tym to przesadziła na maksa. Wiedząc ,że go nienawidzę i napierdalając na niego pół dnia potem się z nim kurwa lizać . Trzeba mieć ego.
Mniejsza z nimi. Nie chcę sobie psuć humoru tą dwójką.
Wypiłam kilka kieliszków wódki i jest fajnie.
-Saruś myślisz,że Olivander już zrobił dla mnie różdżkę?-spytał Milan.
-Co?-spojrzałam na niego z zażenowaniem.
Pique zdecydowanie przesadził z alkoholem i chyba za dużo razy oglądał Harrego Pottera.
-Pojedziesz ze mną na pokątną?
-Skończ z Potterem.
-Nie!
-Tak.
-Ta wódka jest lepsza od płynnego szczęścia.-rzekł pochłaniając kolejną dawkę alkoholu.
-Przestań!
-Dylan ona nie chcę ze mną jechać na pokątną.-zaczął płakać .
-Dziwisz się palancie? Ona woli iść ze mną na urodziny Hobbita.
-Z żadnym nie pójdę bo te miejsca nie istnieją.
-Istnieją.-krzyknęli wspólnie.
-Idę po Gandalfa.-prychnęłam.
-Albus jest lepszy.-ryknął Milan.
-Nie prawda.-wrzasnął Valdes.
I tak zaczęła się kłótnia. Nie powiem,obaj mieli na prawdę świetne argumenty ,ale miałam już dość ich wymyślonego świata,więc poszłam do Kai'ego ,który śpiewał Waka waka.
Gdy Pique to usłyszał przestał kłócić się z Dylanem i podbiegł do nas.
-Nie śpiewaj piosenek mojej mamusi .
-Twoja mamusia była kiedyś fajną laską.
O czym oni gadają? Kurwa! Dość!
Rozmawianie o tym jak to Shakira kiedyś cudownie tańczyła było dobijające i bezsensowne.Chciałam mieć chwilę spokoju,a tu rozpętała się wojna.Milan tak się wnerwił,że złapał młodszego Valdesa za nogi i ciągał po całym pokoju. Mimo wielu krzyków i przekleństw Pique ani przez chwilę nie pomyślał o tym aby przestać znęcać się nad przyjacielem. Chyba nawet wpadł na jeszcze głupszy pomysł niż wycieranie Kai'm podłogi.
-Lia!-krzyknęłam gdy zobaczyłam jak ten idiota próbował wsadzić swoją ofiarę do zmywarki.
Dziewczyna szybko przybiegła i walnęła Pique w głowę.
Chłopak speszył się i zrobił smutną minkę.
-Milanie Pique Mebarak- krzyknęła -Co ty sobie wyobrażasz?
-Chciałem go wysłać na przekątną ,ale zgubiłem gdzieś proszek fiu.
-Czy ty masz mózg?
Pique pokręcił przecząco głową na co my odpowiedziałyśmy głośnym śmiechem.
-Wiedziała,ale fajnie ,że się w końcu sam przyznałeś.-skwitowała go Fabregas.-A teraz dzwonię do dziewczyn,żeby nie kupowały więcej alkoholu.
Pique spojrzał na nią z nienawiścią.
-Biedny Milanek.-pogłaskałam go po głowie.-Ale i tak wolę Lucę.
-A tak właściwie gdzie on jest?-spytał skrzywiony Hiszpan.
-Był na hamaku.-rzuciłam.
-Nie ma go tam.-pojawił się Dylan.
-Boże,on jest chyba jakimś ninją .-rzekł poważnie Kai.
-Nie,on na pewno jest szpiegiem Voldemorta,mówię wam!-zaczął histeryzować Mebarak.
***
Chodziłem sobie bez celu po domu Messiego bo siedzenie na hamaku było dość nudne.
Dobrze znałem każdy kąt tego mieszkania,ale przeszukiwanie pokojów Thiago było całkiem interesujące. Zawsze znalazło się coś czym mogłem go szantażować,a dzisiaj to w ogóle dokładnie wszystko ogarnę bo ten idiota wyszedł z przyjaciółką Sary. Chyba...
A może już wrócili? Nie mam pojęcia bo w takim chaosie to nie da się nic ogarnąć. Z dołu ciągle dobiegają śmiechy albo krzyk. Ostatnio opieprz dostał Pique ,nie mam pojęcia za co,ale znając jego to musiało być to coś głupiego i bezsensownego. Może znowu chciał się bawić w czarodzieja i pokazać jak to potrafi władać ogniem. Tak było ostatnio ,a ucierpiała przy tym cała kuchnia.Nie ma drugiego takiego debila jak on i całe szczęście bo to byłby koniec świata.
Ja też czasami odwalam ,ale zwykle to kończy się w basenie bo ja uwielbiam pływać ,więc nikt nie cierpi.
Otworzyłem drzwi do sypialni Thiago i moim oczom ukazała się półnaga Carmen siedząca na kolanach Messiego.Wydukałem "sorry" i szybko opuściłem pomieszczenie.
Nie chciałem tego zobaczyć. Ich w ogóle nie miało być w domu,ale pewnie wkradli się gdy ja się suszyłem,a reszta słuchała kłótni pomiędzy Dylanem a Milanem,dotyczącej jakiś czarodziejów.
To było dziwne!
A ta cała Carmen trochę przesadziła. Na pewno wiedziała o zajściu między Thiago a Sarą i o tym jak jej przyjaciółka go nienawidziła,ale najwyraźniej nie miało to dla niej znaczenia bo od samego początku wymieniała ślinę z naszym Mujeriego.
Martinez starała się to ignorować,ale widać było ,że zachowanie tej idiotki ją zraniło.
Thiago też przesadził bo przylepił się do tej Carmen tylko po to ,żeby nasza Sara cierpiała.
On robi się coraz gorszy.
-Yyy Luca czekaj!-usłyszałem za sobą dziewczęcy głos.
Odwróciłem się i zobaczyłem ubraną już Carmen.
-Czego chcesz?
-Masz nic nie mówić Sarze.
-Hmm,mam jej nie mówić o tym ,że jej najlepsza przyjaciółka ją zdradziła?-warknąłem.
-Zrób to dla niej .
-Dla niej? -spiorunowałem ją wzrokiem.-Ma nie wiedzieć o tym jak wbijasz jej nóż w plecy?
-Załamałaby się .Poza tym to jednorazowy wybryk.
-Nie wątpię . Thiago ma tylko takie i wiedź ,że on to zrobił tylko,żeby zranić twoją przyjaciółkę.
-Jasne.-mruknęła.-Obiecaj,że nic jej nie powiesz.
-Nie mogę.-rzuciłem i odszedłem.
Carmen zrobiła to samo.
Ale ona ma tupet. Będzie udawać,że nic się nie stało dla jej dobra. Śmieszne,po prostu śmieszne i żałosne i jeszcze błaga abym jej nic nie mówił.
Ehh,nie wiem.
Muszę to przemyśleć bo nie chcę aby moja nowa przyjaciółka cierpiała przez dwójkę niedojebów.
______________________________________________________________
Jest 2 rozdział :D
niezłe melooooo xdxd
Pique mój czarodziejek xdxd
Kocham ich xdxd <33333
+Sto lat dla Gerarda i Shaki ! Uwielbiam was<3
Mi cuento mágico de amor
poniedziałek, 3 lutego 2014
wtorek, 28 stycznia 2014
Rozdział 1 "Czyli idiota nazywa się Thiago."
Sobota,14.09.2032
Czemu ojciec zmusza mnie do takich przyjęć?
Pełno piłkarzy,których tak bardzo nie znoszę,ale co go to obchodzi?
Wydaje mi się ,że nic bo oni ostatnio są ważniejsi ode mnie. Tylko szkoda,że to "ostatnio" trwa od kiedy został dyrektorem klubu ,czyli już 3 lata.
Mniejsza z tym.
Grunt to się nie przejmować i pięknie wyglądać,a sukienka Gucci,buty Jimmy'ego Choo i torebka Prady raczej mi to zapewniają. Do tego świetny makijaż,fryzura i jestem piękna.
-Sara za chwilę wychodzimy.-usłyszałam krzyk ojca.
-Już idę tato.-mruknęłam.
Potem wrzuciłam wszystko co mi potrzeba-w tym nowy telefon- do torebki i zbiegłam na dół.
Mama wyglądała pięknie,nawet piękniej ode mnie,a tato całkiem elegancko. Garnitur ,który wybrałam na prawdę świetnie na nim leżał.
-Gucci?-mama spojrzała na moją sukienkę.
-Oczywiście. Piękna,nie?
Przytaknęła głową i spojrzała na zegar wiszący na ścianie.
-Już 16:00. Jedziemy bo się spóźnisz na przemówienie Carles.- wbiła w ojca mordercze spojrzenie ,a ten grzecznie ruszył w stronę drzwi.
Ach,ci moi rodzice. Właśnie za to ich kocham.
*
Weszłam za rodzicami do jakiegoś ekskluzywnego lokalu.
Wystrój był na prawdę elegancki i piękny.Na jednej ze ścian widniało ogromne zdjęcie trenera z całą drużyną i jakimś pucharem. Pod fotografią widniał napis "Wszystkiego najlepszego"
Dobrze,że tym razem przyjęcie organizowali zawodnicy ,a nie ojciec bo znowu musiałabym pomagać przy tym całym zamieszaniu.
Usiedliśmy przy stoliku z ,jak mi się wydaje zastępcą ojca. Nie znam jego nazwiska,ale wiem,że zawsze jak ojciec wychodzi z pracy to on musi się wszystkim zająć.
Położyłam na krzesełku żakiet i wyszłam do łazienki. Miałam nadzieję ,że się nie zgubię,ale ze mną to wszystko jest możliwe.
Zawsze zgubię siebie albo jakąś rzecz nawet niekoniecznie moją.
Kiedyś zgubiłam się w Mediolanie na zakupach. Rodzice szukali mnie 2 dni i nawet zaangażowana została w poszukiwania włoska policja.
Ale taka właśnie jestem. Ciągle rozkojarzona i zdezorientowana ,ale mam po to chyba po tacie bo mama to jest strasznie rozgadana i przebojowa.
Nie wiem po kim to ma bo u Casillas'ów wszyscy są bardzo spokojni,a ona to ...szkoda słów.
Ehh,pokręcona rodzina i pewnie dlatego mój brat wyjechał do Londynu.
Znalazłam łazienkę!
Weszłam do pomieszczenia i od razu stwierdziłam ,że niczym nie odstawało od reszty sali.
Wszytko na bogato.
Stanęłam przy jednym z luster i zaczęłam poprawiać włosy. Obok stały jakieś kobiety w wieku mojej mamy.
Wylały na siebie chyba z 15 opakowań perfum.
Wyjęłam z torebki moje ulubione Channel i wypryskałam na siebie chyba z 1/3 flakonika naraz.
-Przepraszam,czy mogłabym perfumy?-usłyszałam za sobą cichy głos.
Obróciłam się. Przede mną stała dziewczyna w moim wieku. Ciemne włosy,ciemne oczy i ogólnie bardzo ładna.
-Jasne,proszę.-podałam jej Channel.
Prysnęła się delikatnie i oddała mi flakonik.
-Dzięki.
-Nie ma za co.-posłałam jej ogromny uśmiech. -Sara Martinez.
-Lia Fabregas.-uścisnęła mnie delikatnie.
-Miło mi.
-Ty jesteś córką dyrektora czy jakoś tak?-spytała.
-Niestety.-mruknęłam.
-Nie mów tak. Żeby nie nie praca twojego ojca to możliwe,że nigdy byśmy się nie poznały.
-W sumie to masz rację.
-Idziemy ?
Kiwnęłam potwierdzająco głową,wzięłam torebkę i wyszłyśmy.
Lia od razu pociągnęła mnie na balkon.
Był pusty co mnie bardzo,ale to bardzo ucieszyło bo jakoś nie bardzo chciałam stać tu w towarzystwie piłkarzy i innych ważnych ludzi z świata sportu.
Po minie Lii widziałam,że ona odczuwa to samo. To wszystko ją przytłaczało najwidoczniej tak samo jak mnie.
Wydaje mi się ,że w ogóle jesteśmy do siebie podobne pod względem charakteru.
Obie byłyśmy na prawdę bardzo towarzyskie i zdekoncentrowane.
To dziwne połączenie,ale tak właśnie było.
-Sara czy ty mnie w ogóle słuchasz?-Lia machnęła mi przed oczami ręką.
-Nie,przepraszam. Zamyśliłam się.
-Zauważyłam.
-To o czym mówiłaś?
-Ogólnie o moich znajomych.
-Tak? To mów dalej.-uśmiechnęłam się.
-W sumie to pięciu piłkarzy,Vera,która jest siostrą dwóch z nich i Valeria.
-Piłkarze? Jak ty ich znosisz? Mnie samo gadanie o nich mdli. Ojciec ciągle wychwala młodych zawodników,na przykład:Thiago potrafi strzelać ładne bramki z wolnych,Luca świetnie broni i tak w kółko.
-No to w sumie znasz już moich przyjaciół.
-Luca i Thiago?
-Plus Milan,Dylan i Kai.
-Ciągle słucham opowieści o nich.
-No to fajnie.
-Nie bardzo.
-Oni są świetni. No Thiago jest czasami bardzo egoistyczny.Ostatnio się strasznie wnerwił bo jakaś dziewczyna niby na niego wbiegła i pobrudziła tortem czy coś w tym stylu.
Czyli idiota nazywa się Thiago.
-To ja chyba powinnam go dzisiaj unikać.-rzuciłam,a na moją twarz wpełzł rumieniec.
-Ty na niego wpadłaś?
Pokręciłam przecząco głową.
-On na ciebie?
-Tak. Przez niego tort dla trenera wylądował na ziemi,a z mojego Iphone'a pozostały kawałki szkła i plastiku.
-A to kłamca. Stwierdził jeszcze ,że przez twój niewyparzony ,jak to on powiedział ryj,zgubił koszulkę.
-Nie musi się martwić bo mam ją upraną w domu.
-Mogłaś dać ją dla ojca,żeby mu przekazał.
-Ojciec o niczym nie wie. Myśli,że wpadł na mnie jakiś przypadkowy facet ,a nie zawodnik jego klubu.
-Ale teraz gdy już wiesz ,że to Thiago to powiesz mu?
-Hmm,w sumie to nie wiem bo z ojcem to może być różnie. Albo mu nic nie zrobi albo będzie miał tak przejebane ,że masakra.
-A nie chcesz żeby miał przejebane?
-Nawet jemu tego nie życzę.
-Rozumiem,a teraz może zmieńmy temat.
-Dobry pomysł.-uśmiechnęłam się.
-To teraz ty opowiedz o swoich znajomych.
-Znajomych i kolegów to ja mam bardzo dużo,ale przyjaciółkę od serca tylko jedną. Nazywa się Carmen i jest cudowna i piękna. Znamy się od dziecka i od tamtej pory ani razu się nie pokłóciłyśmy.
-Takie przyjaźnie są piękne.-ścisnęła moją rękę.
-Wiem . Wracamy?-spojrzałam w stronę sali.
-Jasne,ale usiądź przy moich stoliku.
-Muszę?-spytałam niechętnie bo to jej towarzystwo to nie jest dla mnie.
-Tak.
-To powiem rodzicom ,ale ojciec to raczej będzie wniebowzięty.
-To dobrze.
***
Przy stoliku Lii siedziały tylko dwie dziewczyny.
Fabregas szybko mnie z nimi zapoznała i przyznam ,że były na prawdę miłe i fajne. Śmiałyśmy się i normalnie rozmawiałyśmy,a po tych 15 minutach mogę stwierdzić ,że Vera i Valeria to dobre kandydatki na przyjaciółki. Są prawie jak moja Carmen i ona by je na pewno polubiła.
-Sara ,chłopcy wracają.-szturchnęła mnie Lia.
-Mogę iść?-jęknęłam.
-Nie,musisz ich poznać ,a szczególnie Thiago . On musi cię przeprosić.
-Nie chcę go poznawać,a tym bardziej jego przeprosin .
-Ogarnij się ! Polubisz ich.
Spojrzałam na nią krzywą i chciałam wstać,ale nie zdążyłam gdyż "piłkarze" już przyszli.
Odwróciłam się w stronę Very i posłałam jej krzywy uśmiech,a ona w zamian ukazała mi rządek swoich białych ząbków. Miała na prawdę piękny uśmiech,ale w tej chwili to mnie dobił.
-Yhm...-usłyszałam znany już mi męski głos.-Yhm.
Odrzuciłam włosy do tyłu i wstałam.
-Czy ja ci w czymś przeszkadzam? -spytałam z ironią w głosie.
-To jest moje miejsce.-warknął-Ty...
-Och tak ja .
-Co ty tu robisz?
-To wy się znacie?-wtrącił ,któryś z chłopaków.
-Raz się spotkaliśmy i miło nie było. Zniszczył mój telefon i tort dla waszego trenera.-rzekłam.
-To była twoja wina.
-Ty na mnie wpadłeś.
-Powinnaś się patrzeć jak chodzisz.
-A ty nosić okulary i wyjebać swoją dumą bo należy mi się przepraszam.
-Kim ty w ogóle jesteś mała szmato?
-Kim? Z tą szmatą to sobie uważasz bo z ulubieńca mojego ojca staniesz się ... nikim?
-Straszysz mnie ojcem?
-Jest twoim szefem debilu.
-Czyli przede mną stoi mała Martinez.
-Powinieneś się ukłonić.
-Dla jakiejś pojebuski? Ja jebie.
-Jebiesz? Samego siebie pewnie bo takiego pustaka to by żadna nie chciała.
-Dobrze,że ciebie idiotko ktoś chcę.
-No właśnie wszyscy.
-Wszyscy kurwa,jasne.
-Jak słońce kochany.-rzuciłam i z powrotem usiadłam na już moim miejscu.
Potem poprawiłam włosy i wróciłam do rozmowy dziewczynami.
Thiago wziął sobie drugie krzesło i usiadł na przeciwko mnie,a ja co chwilę posyłałam mu wredny uśmiech.
Widziałam jak wnerwiała go moja obecność,a najbardziej to ,że zapoznałam się z jego kumplami,znałam ich imiona i świetnie się z nimi dogadywałam.
Początkowo robiłam to żeby go wnerwić,ale później całkiem ich polubiłam . Byli całkowicie inni niż ich sobie wyobrażałam.
Byli mili,śmieszni,przyjacielscy,towarzyscy i w ogóle świetni,a ja ich tak nienawidziłam nawet ich nie znając. Może ojciec się co do nich nie mylił.
Oczywiście nie dotyczyło to tego idioty ,który ciągle wlepiał we mnie swoje nienawistne spojrzenie.
Chociaż tak w sumie jak się mu przyglądam to te spojrzenie ma całkiem ładne,takie czekoladowe i jak się nie wydziera to jest całkiem (czyt.bardzo) przystojny,ale przez jego charakter i zachowanie to nawet jeśli byłby ostatnim chłopakiem na ziemi to nie tknęłabym go kijem przez szmatę.
W moich oczach ten "chłopczyk" jest nikim.
--------------------------------------------------------------------------------------
No to mamy 1 rozdział :D
Pisany na prawdę na szybko,ale chuj z tym ;)
#Trzymaj się Kuba! <3
Czemu ojciec zmusza mnie do takich przyjęć?
Pełno piłkarzy,których tak bardzo nie znoszę,ale co go to obchodzi?
Wydaje mi się ,że nic bo oni ostatnio są ważniejsi ode mnie. Tylko szkoda,że to "ostatnio" trwa od kiedy został dyrektorem klubu ,czyli już 3 lata.
Mniejsza z tym.
Grunt to się nie przejmować i pięknie wyglądać,a sukienka Gucci,buty Jimmy'ego Choo i torebka Prady raczej mi to zapewniają. Do tego świetny makijaż,fryzura i jestem piękna.
-Sara za chwilę wychodzimy.-usłyszałam krzyk ojca.
-Już idę tato.-mruknęłam.
Potem wrzuciłam wszystko co mi potrzeba-w tym nowy telefon- do torebki i zbiegłam na dół.
Mama wyglądała pięknie,nawet piękniej ode mnie,a tato całkiem elegancko. Garnitur ,który wybrałam na prawdę świetnie na nim leżał.
-Gucci?-mama spojrzała na moją sukienkę.
-Oczywiście. Piękna,nie?
Przytaknęła głową i spojrzała na zegar wiszący na ścianie.
-Już 16:00. Jedziemy bo się spóźnisz na przemówienie Carles.- wbiła w ojca mordercze spojrzenie ,a ten grzecznie ruszył w stronę drzwi.
Ach,ci moi rodzice. Właśnie za to ich kocham.
*
Weszłam za rodzicami do jakiegoś ekskluzywnego lokalu.
Wystrój był na prawdę elegancki i piękny.Na jednej ze ścian widniało ogromne zdjęcie trenera z całą drużyną i jakimś pucharem. Pod fotografią widniał napis "Wszystkiego najlepszego"
Dobrze,że tym razem przyjęcie organizowali zawodnicy ,a nie ojciec bo znowu musiałabym pomagać przy tym całym zamieszaniu.
Usiedliśmy przy stoliku z ,jak mi się wydaje zastępcą ojca. Nie znam jego nazwiska,ale wiem,że zawsze jak ojciec wychodzi z pracy to on musi się wszystkim zająć.
Położyłam na krzesełku żakiet i wyszłam do łazienki. Miałam nadzieję ,że się nie zgubię,ale ze mną to wszystko jest możliwe.
Zawsze zgubię siebie albo jakąś rzecz nawet niekoniecznie moją.
Kiedyś zgubiłam się w Mediolanie na zakupach. Rodzice szukali mnie 2 dni i nawet zaangażowana została w poszukiwania włoska policja.
Ale taka właśnie jestem. Ciągle rozkojarzona i zdezorientowana ,ale mam po to chyba po tacie bo mama to jest strasznie rozgadana i przebojowa.
Nie wiem po kim to ma bo u Casillas'ów wszyscy są bardzo spokojni,a ona to ...szkoda słów.
Ehh,pokręcona rodzina i pewnie dlatego mój brat wyjechał do Londynu.
Znalazłam łazienkę!
Weszłam do pomieszczenia i od razu stwierdziłam ,że niczym nie odstawało od reszty sali.
Wszytko na bogato.
Stanęłam przy jednym z luster i zaczęłam poprawiać włosy. Obok stały jakieś kobiety w wieku mojej mamy.
Wylały na siebie chyba z 15 opakowań perfum.
Wyjęłam z torebki moje ulubione Channel i wypryskałam na siebie chyba z 1/3 flakonika naraz.
-Przepraszam,czy mogłabym perfumy?-usłyszałam za sobą cichy głos.
Obróciłam się. Przede mną stała dziewczyna w moim wieku. Ciemne włosy,ciemne oczy i ogólnie bardzo ładna.
-Jasne,proszę.-podałam jej Channel.
Prysnęła się delikatnie i oddała mi flakonik.
-Dzięki.
-Nie ma za co.-posłałam jej ogromny uśmiech. -Sara Martinez.
-Lia Fabregas.-uścisnęła mnie delikatnie.
-Miło mi.
-Ty jesteś córką dyrektora czy jakoś tak?-spytała.
-Niestety.-mruknęłam.
-Nie mów tak. Żeby nie nie praca twojego ojca to możliwe,że nigdy byśmy się nie poznały.
-W sumie to masz rację.
-Idziemy ?
Kiwnęłam potwierdzająco głową,wzięłam torebkę i wyszłyśmy.
Lia od razu pociągnęła mnie na balkon.
Był pusty co mnie bardzo,ale to bardzo ucieszyło bo jakoś nie bardzo chciałam stać tu w towarzystwie piłkarzy i innych ważnych ludzi z świata sportu.
Po minie Lii widziałam,że ona odczuwa to samo. To wszystko ją przytłaczało najwidoczniej tak samo jak mnie.
Wydaje mi się ,że w ogóle jesteśmy do siebie podobne pod względem charakteru.
Obie byłyśmy na prawdę bardzo towarzyskie i zdekoncentrowane.
To dziwne połączenie,ale tak właśnie było.
-Sara czy ty mnie w ogóle słuchasz?-Lia machnęła mi przed oczami ręką.
-Nie,przepraszam. Zamyśliłam się.
-Zauważyłam.
-To o czym mówiłaś?
-Ogólnie o moich znajomych.
-Tak? To mów dalej.-uśmiechnęłam się.
-W sumie to pięciu piłkarzy,Vera,która jest siostrą dwóch z nich i Valeria.
-Piłkarze? Jak ty ich znosisz? Mnie samo gadanie o nich mdli. Ojciec ciągle wychwala młodych zawodników,na przykład:Thiago potrafi strzelać ładne bramki z wolnych,Luca świetnie broni i tak w kółko.
-No to w sumie znasz już moich przyjaciół.
-Luca i Thiago?
-Plus Milan,Dylan i Kai.
-Ciągle słucham opowieści o nich.
-No to fajnie.
-Nie bardzo.
-Oni są świetni. No Thiago jest czasami bardzo egoistyczny.Ostatnio się strasznie wnerwił bo jakaś dziewczyna niby na niego wbiegła i pobrudziła tortem czy coś w tym stylu.
Czyli idiota nazywa się Thiago.
-To ja chyba powinnam go dzisiaj unikać.-rzuciłam,a na moją twarz wpełzł rumieniec.
-Ty na niego wpadłaś?
Pokręciłam przecząco głową.
-On na ciebie?
-Tak. Przez niego tort dla trenera wylądował na ziemi,a z mojego Iphone'a pozostały kawałki szkła i plastiku.
-A to kłamca. Stwierdził jeszcze ,że przez twój niewyparzony ,jak to on powiedział ryj,zgubił koszulkę.
-Nie musi się martwić bo mam ją upraną w domu.
-Mogłaś dać ją dla ojca,żeby mu przekazał.
-Ojciec o niczym nie wie. Myśli,że wpadł na mnie jakiś przypadkowy facet ,a nie zawodnik jego klubu.
-Ale teraz gdy już wiesz ,że to Thiago to powiesz mu?
-Hmm,w sumie to nie wiem bo z ojcem to może być różnie. Albo mu nic nie zrobi albo będzie miał tak przejebane ,że masakra.
-A nie chcesz żeby miał przejebane?
-Nawet jemu tego nie życzę.
-Rozumiem,a teraz może zmieńmy temat.
-Dobry pomysł.-uśmiechnęłam się.
-To teraz ty opowiedz o swoich znajomych.
-Znajomych i kolegów to ja mam bardzo dużo,ale przyjaciółkę od serca tylko jedną. Nazywa się Carmen i jest cudowna i piękna. Znamy się od dziecka i od tamtej pory ani razu się nie pokłóciłyśmy.
-Takie przyjaźnie są piękne.-ścisnęła moją rękę.
-Wiem . Wracamy?-spojrzałam w stronę sali.
-Jasne,ale usiądź przy moich stoliku.
-Muszę?-spytałam niechętnie bo to jej towarzystwo to nie jest dla mnie.
-Tak.
-To powiem rodzicom ,ale ojciec to raczej będzie wniebowzięty.
-To dobrze.
***
Przy stoliku Lii siedziały tylko dwie dziewczyny.
Fabregas szybko mnie z nimi zapoznała i przyznam ,że były na prawdę miłe i fajne. Śmiałyśmy się i normalnie rozmawiałyśmy,a po tych 15 minutach mogę stwierdzić ,że Vera i Valeria to dobre kandydatki na przyjaciółki. Są prawie jak moja Carmen i ona by je na pewno polubiła.
-Sara ,chłopcy wracają.-szturchnęła mnie Lia.
-Mogę iść?-jęknęłam.
-Nie,musisz ich poznać ,a szczególnie Thiago . On musi cię przeprosić.
-Nie chcę go poznawać,a tym bardziej jego przeprosin .
-Ogarnij się ! Polubisz ich.
Spojrzałam na nią krzywą i chciałam wstać,ale nie zdążyłam gdyż "piłkarze" już przyszli.
Odwróciłam się w stronę Very i posłałam jej krzywy uśmiech,a ona w zamian ukazała mi rządek swoich białych ząbków. Miała na prawdę piękny uśmiech,ale w tej chwili to mnie dobił.
-Yhm...-usłyszałam znany już mi męski głos.-Yhm.
Odrzuciłam włosy do tyłu i wstałam.
-Czy ja ci w czymś przeszkadzam? -spytałam z ironią w głosie.
-To jest moje miejsce.-warknął-Ty...
-Och tak ja .
-Co ty tu robisz?
-To wy się znacie?-wtrącił ,któryś z chłopaków.
-Raz się spotkaliśmy i miło nie było. Zniszczył mój telefon i tort dla waszego trenera.-rzekłam.
-To była twoja wina.
-Ty na mnie wpadłeś.
-Powinnaś się patrzeć jak chodzisz.
-A ty nosić okulary i wyjebać swoją dumą bo należy mi się przepraszam.
-Kim ty w ogóle jesteś mała szmato?
-Kim? Z tą szmatą to sobie uważasz bo z ulubieńca mojego ojca staniesz się ... nikim?
-Straszysz mnie ojcem?
-Jest twoim szefem debilu.
-Czyli przede mną stoi mała Martinez.
-Powinieneś się ukłonić.
-Dla jakiejś pojebuski? Ja jebie.
-Jebiesz? Samego siebie pewnie bo takiego pustaka to by żadna nie chciała.
-Dobrze,że ciebie idiotko ktoś chcę.
-No właśnie wszyscy.
-Wszyscy kurwa,jasne.
-Jak słońce kochany.-rzuciłam i z powrotem usiadłam na już moim miejscu.
Potem poprawiłam włosy i wróciłam do rozmowy dziewczynami.
Thiago wziął sobie drugie krzesło i usiadł na przeciwko mnie,a ja co chwilę posyłałam mu wredny uśmiech.
Widziałam jak wnerwiała go moja obecność,a najbardziej to ,że zapoznałam się z jego kumplami,znałam ich imiona i świetnie się z nimi dogadywałam.
Początkowo robiłam to żeby go wnerwić,ale później całkiem ich polubiłam . Byli całkowicie inni niż ich sobie wyobrażałam.
Byli mili,śmieszni,przyjacielscy,towarzyscy i w ogóle świetni,a ja ich tak nienawidziłam nawet ich nie znając. Może ojciec się co do nich nie mylił.
Oczywiście nie dotyczyło to tego idioty ,który ciągle wlepiał we mnie swoje nienawistne spojrzenie.
Chociaż tak w sumie jak się mu przyglądam to te spojrzenie ma całkiem ładne,takie czekoladowe i jak się nie wydziera to jest całkiem (czyt.bardzo) przystojny,ale przez jego charakter i zachowanie to nawet jeśli byłby ostatnim chłopakiem na ziemi to nie tknęłabym go kijem przez szmatę.
W moich oczach ten "chłopczyk" jest nikim.
--------------------------------------------------------------------------------------
No to mamy 1 rozdział :D
Pisany na prawdę na szybko,ale chuj z tym ;)
#Trzymaj się Kuba! <3
piątek, 24 stycznia 2014
Prolog
Barcelona,Hiszpania
Środa,11.09.2032
Weszłam do mojej ulubionej cukierni.Niestety nie mogłam sobie pozwolić na pyszne ciasto z kremem cytrynowym gdyż musiałam szybko odebrać tort ojca.
Urodziny trenera.
Kogo obchodzi ,że jakieś gościu,który próbuje wyszkolić bandę idiotów ,ma urodziny?
Na pewno nie mnie,ale mój ojciec gadał o tym przez ostatni miesiąc.
Przy śniadaniu:klub,urodziny,transfery,sezon,liga mistrzów.
Przy obiedzie :klub,urodziny,transfery,sezon,liga mistrzów.
Przy kolacji: klub,urodziny,transfery,sezon,liga mistrzów.
I tak w kółko,a ja mam już tego serdecznie dość. O moich urodzinach musi mu przypominać mama.
-Przepraszam mogę w czymś pomóc?-spytała kelnerka gdy usiadłam przy stoliku pod oknem.
-Przyszłam odebrać tort.-uśmiechnęłam się krzywo.
-Nazwisko?
-Martinez.
-Dobrze,proszę chwilkę zaczekać.
Oparłam się o bardzo niewygodne krzesło i wyjęłam iphone'a.
Była już 12:15,a na stadionie miałam być o 11:50.
Chuj z tym.
-Proszę bardzo.-kelnerka postawiła tort na stoliku.
-Dziękuję-mruknęłam.
Potem wzięłam tort i wyszłam.
*
Skręciłam w wąską uliczkę prowadzącą na stadion.Było to jedno z moich ulubionych miejsc w całej Barcelonie,a nawet Hiszpanii.Stare kamieniczki,cisza i spokój.
Wyjęłam telefon . Miałam zamiar zamiar sprawdzić godzinę lecz ktoś na mnie wbiegł.
Iphone i tort wypadły mi z rąk. Z obydwu rzeczy nie pozostało nic.
-Patrz co zrobiłeś !- wrzasnęłam na bruneta.
-Spokojnie dziewczynko.
-Spokojnie? Czy ty wiesz ile kosztował ten telefon?
-Wiem bo mam taki sam.-zaśmiał się.
-Bawi cię to?
-Skądże.-rzucił i odszedł.
Nienawidzę takich chamskich ludzi.
Kucnęłam by spośród szkieł i słodkiej masy odnaleźć moją kartę SIM oraz kartę pamięci.
Po kilku chwilach udało mi się lecz to nie była jedyna rzecz odnaleziona przeze mnie. Obok moich nóg leżała koszulka i to nie byle jaka bo oryginalna klubowa Barcelony do treningów. Dzięki mojemu ojcu już się trochę na tym znam więc no... Mogłam się teraz domyślić ,że ten idiota jest zawodnikiem Barcy,a to była już dla mnie wiele bo teraz wystarczy tylko,że pójdę na ten bankiet dla Abidala i go znajdę.
Ehh,tylko,że jest jeden wielki problem,a mianowicie to ,że ja w ogóle nie wiem jak on wygląda,ale i tak jakoś sobie poradzę,a później ojciec go zniszczy.
***
Thiago
Ja pierdole.
Co to za idiotka? I jeszcze miała czelność na mnie wrzeszczeć.
Jak się dowiem kto to ,to pożałuje bo ja takiego zachowania tolerował nie będę.
-----------------------------------------------------------------------------------------------
Całkiem nowe opowiadanie, inne od wszystkich ;)
Nie wiem czy je skończę,nie wiem jak się potoczy.... Nudne ferie wymusiły na mnie zaczęcie pisania ;)
Więc no... życzcie mi powodzenia w dotrwaniu do końca ;)
#kochambardzo
Środa,11.09.2032
Weszłam do mojej ulubionej cukierni.Niestety nie mogłam sobie pozwolić na pyszne ciasto z kremem cytrynowym gdyż musiałam szybko odebrać tort ojca.
Urodziny trenera.
Kogo obchodzi ,że jakieś gościu,który próbuje wyszkolić bandę idiotów ,ma urodziny?
Na pewno nie mnie,ale mój ojciec gadał o tym przez ostatni miesiąc.
Przy śniadaniu:klub,urodziny,transfery,sezon,liga mistrzów.
Przy obiedzie :klub,urodziny,transfery,sezon,liga mistrzów.
Przy kolacji: klub,urodziny,transfery,sezon,liga mistrzów.
I tak w kółko,a ja mam już tego serdecznie dość. O moich urodzinach musi mu przypominać mama.
-Przepraszam mogę w czymś pomóc?-spytała kelnerka gdy usiadłam przy stoliku pod oknem.
-Przyszłam odebrać tort.-uśmiechnęłam się krzywo.
-Nazwisko?
-Martinez.
-Dobrze,proszę chwilkę zaczekać.
Oparłam się o bardzo niewygodne krzesło i wyjęłam iphone'a.
Była już 12:15,a na stadionie miałam być o 11:50.
Chuj z tym.
-Proszę bardzo.-kelnerka postawiła tort na stoliku.
-Dziękuję-mruknęłam.
Potem wzięłam tort i wyszłam.
*
Skręciłam w wąską uliczkę prowadzącą na stadion.Było to jedno z moich ulubionych miejsc w całej Barcelonie,a nawet Hiszpanii.Stare kamieniczki,cisza i spokój.
Wyjęłam telefon . Miałam zamiar zamiar sprawdzić godzinę lecz ktoś na mnie wbiegł.
Iphone i tort wypadły mi z rąk. Z obydwu rzeczy nie pozostało nic.
-Patrz co zrobiłeś !- wrzasnęłam na bruneta.
-Spokojnie dziewczynko.
-Spokojnie? Czy ty wiesz ile kosztował ten telefon?
-Wiem bo mam taki sam.-zaśmiał się.
-Bawi cię to?
-Skądże.-rzucił i odszedł.
Nienawidzę takich chamskich ludzi.
Kucnęłam by spośród szkieł i słodkiej masy odnaleźć moją kartę SIM oraz kartę pamięci.
Po kilku chwilach udało mi się lecz to nie była jedyna rzecz odnaleziona przeze mnie. Obok moich nóg leżała koszulka i to nie byle jaka bo oryginalna klubowa Barcelony do treningów. Dzięki mojemu ojcu już się trochę na tym znam więc no... Mogłam się teraz domyślić ,że ten idiota jest zawodnikiem Barcy,a to była już dla mnie wiele bo teraz wystarczy tylko,że pójdę na ten bankiet dla Abidala i go znajdę.
Ehh,tylko,że jest jeden wielki problem,a mianowicie to ,że ja w ogóle nie wiem jak on wygląda,ale i tak jakoś sobie poradzę,a później ojciec go zniszczy.
***
Thiago
Ja pierdole.
Co to za idiotka? I jeszcze miała czelność na mnie wrzeszczeć.
Jak się dowiem kto to ,to pożałuje bo ja takiego zachowania tolerował nie będę.
-----------------------------------------------------------------------------------------------
Całkiem nowe opowiadanie, inne od wszystkich ;)
Nie wiem czy je skończę,nie wiem jak się potoczy.... Nudne ferie wymusiły na mnie zaczęcie pisania ;)
Więc no... życzcie mi powodzenia w dotrwaniu do końca ;)
#kochambardzo
Subskrybuj:
Posty (Atom)


