Sobota,14.09.2032
Czemu ojciec zmusza mnie do takich przyjęć?
Pełno piłkarzy,których tak bardzo nie znoszę,ale co go to obchodzi?
Wydaje mi się ,że nic bo oni ostatnio są ważniejsi ode mnie. Tylko szkoda,że to "ostatnio" trwa od kiedy został dyrektorem klubu ,czyli już 3 lata.
Mniejsza z tym.
Grunt to się nie przejmować i pięknie wyglądać,a sukienka Gucci,buty Jimmy'ego Choo i torebka Prady raczej mi to zapewniają. Do tego świetny makijaż,fryzura i jestem piękna.
-Sara za chwilę wychodzimy.-usłyszałam krzyk ojca.
-Już idę tato.-mruknęłam.
Potem wrzuciłam wszystko co mi potrzeba-w tym nowy telefon- do torebki i zbiegłam na dół.
Mama wyglądała pięknie,nawet piękniej ode mnie,a tato całkiem elegancko. Garnitur ,który wybrałam na prawdę świetnie na nim leżał.
-Gucci?-mama spojrzała na moją sukienkę.
-Oczywiście. Piękna,nie?
Przytaknęła głową i spojrzała na zegar wiszący na ścianie.
-Już 16:00. Jedziemy bo się spóźnisz na przemówienie Carles.- wbiła w ojca mordercze spojrzenie ,a ten grzecznie ruszył w stronę drzwi.
Ach,ci moi rodzice. Właśnie za to ich kocham.
*
Weszłam za rodzicami do jakiegoś ekskluzywnego lokalu.
Wystrój był na prawdę elegancki i piękny.Na jednej ze ścian widniało ogromne zdjęcie trenera z całą drużyną i jakimś pucharem. Pod fotografią widniał napis "Wszystkiego najlepszego"
Dobrze,że tym razem przyjęcie organizowali zawodnicy ,a nie ojciec bo znowu musiałabym pomagać przy tym całym zamieszaniu.
Usiedliśmy przy stoliku z ,jak mi się wydaje zastępcą ojca. Nie znam jego nazwiska,ale wiem,że zawsze jak ojciec wychodzi z pracy to on musi się wszystkim zająć.
Położyłam na krzesełku żakiet i wyszłam do łazienki. Miałam nadzieję ,że się nie zgubię,ale ze mną to wszystko jest możliwe.
Zawsze zgubię siebie albo jakąś rzecz nawet niekoniecznie moją.
Kiedyś zgubiłam się w Mediolanie na zakupach. Rodzice szukali mnie 2 dni i nawet zaangażowana została w poszukiwania włoska policja.
Ale taka właśnie jestem. Ciągle rozkojarzona i zdezorientowana ,ale mam po to chyba po tacie bo mama to jest strasznie rozgadana i przebojowa.
Nie wiem po kim to ma bo u Casillas'ów wszyscy są bardzo spokojni,a ona to ...szkoda słów.
Ehh,pokręcona rodzina i pewnie dlatego mój brat wyjechał do Londynu.
Znalazłam łazienkę!
Weszłam do pomieszczenia i od razu stwierdziłam ,że niczym nie odstawało od reszty sali.
Wszytko na bogato.
Stanęłam przy jednym z luster i zaczęłam poprawiać włosy. Obok stały jakieś kobiety w wieku mojej mamy.
Wylały na siebie chyba z 15 opakowań perfum.
Wyjęłam z torebki moje ulubione Channel i wypryskałam na siebie chyba z 1/3 flakonika naraz.
-Przepraszam,czy mogłabym perfumy?-usłyszałam za sobą cichy głos.
Obróciłam się. Przede mną stała dziewczyna w moim wieku. Ciemne włosy,ciemne oczy i ogólnie bardzo ładna.
-Jasne,proszę.-podałam jej Channel.
Prysnęła się delikatnie i oddała mi flakonik.
-Dzięki.
-Nie ma za co.-posłałam jej ogromny uśmiech. -Sara Martinez.
-Lia Fabregas.-uścisnęła mnie delikatnie.
-Miło mi.
-Ty jesteś córką dyrektora czy jakoś tak?-spytała.
-Niestety.-mruknęłam.
-Nie mów tak. Żeby nie nie praca twojego ojca to możliwe,że nigdy byśmy się nie poznały.
-W sumie to masz rację.
-Idziemy ?
Kiwnęłam potwierdzająco głową,wzięłam torebkę i wyszłyśmy.
Lia od razu pociągnęła mnie na balkon.
Był pusty co mnie bardzo,ale to bardzo ucieszyło bo jakoś nie bardzo chciałam stać tu w towarzystwie piłkarzy i innych ważnych ludzi z świata sportu.
Po minie Lii widziałam,że ona odczuwa to samo. To wszystko ją przytłaczało najwidoczniej tak samo jak mnie.
Wydaje mi się ,że w ogóle jesteśmy do siebie podobne pod względem charakteru.
Obie byłyśmy na prawdę bardzo towarzyskie i zdekoncentrowane.
To dziwne połączenie,ale tak właśnie było.
-Sara czy ty mnie w ogóle słuchasz?-Lia machnęła mi przed oczami ręką.
-Nie,przepraszam. Zamyśliłam się.
-Zauważyłam.
-To o czym mówiłaś?
-Ogólnie o moich znajomych.
-Tak? To mów dalej.-uśmiechnęłam się.
-W sumie to pięciu piłkarzy,Vera,która jest siostrą dwóch z nich i Valeria.
-Piłkarze? Jak ty ich znosisz? Mnie samo gadanie o nich mdli. Ojciec ciągle wychwala młodych zawodników,na przykład:Thiago potrafi strzelać ładne bramki z wolnych,Luca świetnie broni i tak w kółko.
-No to w sumie znasz już moich przyjaciół.
-Luca i Thiago?
-Plus Milan,Dylan i Kai.
-Ciągle słucham opowieści o nich.
-No to fajnie.
-Nie bardzo.
-Oni są świetni. No Thiago jest czasami bardzo egoistyczny.Ostatnio się strasznie wnerwił bo jakaś dziewczyna niby na niego wbiegła i pobrudziła tortem czy coś w tym stylu.
Czyli idiota nazywa się Thiago.
-To ja chyba powinnam go dzisiaj unikać.-rzuciłam,a na moją twarz wpełzł rumieniec.
-Ty na niego wpadłaś?
Pokręciłam przecząco głową.
-On na ciebie?
-Tak. Przez niego tort dla trenera wylądował na ziemi,a z mojego Iphone'a pozostały kawałki szkła i plastiku.
-A to kłamca. Stwierdził jeszcze ,że przez twój niewyparzony ,jak to on powiedział ryj,zgubił koszulkę.
-Nie musi się martwić bo mam ją upraną w domu.
-Mogłaś dać ją dla ojca,żeby mu przekazał.
-Ojciec o niczym nie wie. Myśli,że wpadł na mnie jakiś przypadkowy facet ,a nie zawodnik jego klubu.
-Ale teraz gdy już wiesz ,że to Thiago to powiesz mu?
-Hmm,w sumie to nie wiem bo z ojcem to może być różnie. Albo mu nic nie zrobi albo będzie miał tak przejebane ,że masakra.
-A nie chcesz żeby miał przejebane?
-Nawet jemu tego nie życzę.
-Rozumiem,a teraz może zmieńmy temat.
-Dobry pomysł.-uśmiechnęłam się.
-To teraz ty opowiedz o swoich znajomych.
-Znajomych i kolegów to ja mam bardzo dużo,ale przyjaciółkę od serca tylko jedną. Nazywa się Carmen i jest cudowna i piękna. Znamy się od dziecka i od tamtej pory ani razu się nie pokłóciłyśmy.
-Takie przyjaźnie są piękne.-ścisnęła moją rękę.
-Wiem . Wracamy?-spojrzałam w stronę sali.
-Jasne,ale usiądź przy moich stoliku.
-Muszę?-spytałam niechętnie bo to jej towarzystwo to nie jest dla mnie.
-Tak.
-To powiem rodzicom ,ale ojciec to raczej będzie wniebowzięty.
-To dobrze.
***
Przy stoliku Lii siedziały tylko dwie dziewczyny.
Fabregas szybko mnie z nimi zapoznała i przyznam ,że były na prawdę miłe i fajne. Śmiałyśmy się i normalnie rozmawiałyśmy,a po tych 15 minutach mogę stwierdzić ,że Vera i Valeria to dobre kandydatki na przyjaciółki. Są prawie jak moja Carmen i ona by je na pewno polubiła.
-Sara ,chłopcy wracają.-szturchnęła mnie Lia.
-Mogę iść?-jęknęłam.
-Nie,musisz ich poznać ,a szczególnie Thiago . On musi cię przeprosić.
-Nie chcę go poznawać,a tym bardziej jego przeprosin .
-Ogarnij się ! Polubisz ich.
Spojrzałam na nią krzywą i chciałam wstać,ale nie zdążyłam gdyż "piłkarze" już przyszli.
Odwróciłam się w stronę Very i posłałam jej krzywy uśmiech,a ona w zamian ukazała mi rządek swoich białych ząbków. Miała na prawdę piękny uśmiech,ale w tej chwili to mnie dobił.
-Yhm...-usłyszałam znany już mi męski głos.-Yhm.
Odrzuciłam włosy do tyłu i wstałam.
-Czy ja ci w czymś przeszkadzam? -spytałam z ironią w głosie.
-To jest moje miejsce.-warknął-Ty...
-Och tak ja .
-Co ty tu robisz?
-To wy się znacie?-wtrącił ,któryś z chłopaków.
-Raz się spotkaliśmy i miło nie było. Zniszczył mój telefon i tort dla waszego trenera.-rzekłam.
-To była twoja wina.
-Ty na mnie wpadłeś.
-Powinnaś się patrzeć jak chodzisz.
-A ty nosić okulary i wyjebać swoją dumą bo należy mi się przepraszam.
-Kim ty w ogóle jesteś mała szmato?
-Kim? Z tą szmatą to sobie uważasz bo z ulubieńca mojego ojca staniesz się ... nikim?
-Straszysz mnie ojcem?
-Jest twoim szefem debilu.
-Czyli przede mną stoi mała Martinez.
-Powinieneś się ukłonić.
-Dla jakiejś pojebuski? Ja jebie.
-Jebiesz? Samego siebie pewnie bo takiego pustaka to by żadna nie chciała.
-Dobrze,że ciebie idiotko ktoś chcę.
-No właśnie wszyscy.
-Wszyscy kurwa,jasne.
-Jak słońce kochany.-rzuciłam i z powrotem usiadłam na już moim miejscu.
Potem poprawiłam włosy i wróciłam do rozmowy dziewczynami.
Thiago wziął sobie drugie krzesło i usiadł na przeciwko mnie,a ja co chwilę posyłałam mu wredny uśmiech.
Widziałam jak wnerwiała go moja obecność,a najbardziej to ,że zapoznałam się z jego kumplami,znałam ich imiona i świetnie się z nimi dogadywałam.
Początkowo robiłam to żeby go wnerwić,ale później całkiem ich polubiłam . Byli całkowicie inni niż ich sobie wyobrażałam.
Byli mili,śmieszni,przyjacielscy,towarzyscy i w ogóle świetni,a ja ich tak nienawidziłam nawet ich nie znając. Może ojciec się co do nich nie mylił.
Oczywiście nie dotyczyło to tego idioty ,który ciągle wlepiał we mnie swoje nienawistne spojrzenie.
Chociaż tak w sumie jak się mu przyglądam to te spojrzenie ma całkiem ładne,takie czekoladowe i jak się nie wydziera to jest całkiem (czyt.bardzo) przystojny,ale przez jego charakter i zachowanie to nawet jeśli byłby ostatnim chłopakiem na ziemi to nie tknęłabym go kijem przez szmatę.
W moich oczach ten "chłopczyk" jest nikim.
--------------------------------------------------------------------------------------
No to mamy 1 rozdział :D
Pisany na prawdę na szybko,ale chuj z tym ;)
#Trzymaj się Kuba! <3

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz